Najnowsze komentarze
@ Gie-na-2oo tak juz od dłuższego ...
Chyba masz czytelnika z bolem tylk...
@Okularbebe - Dzięki. Się kreca na...
Gratulacje, niech daje dużo radości.
Niech się kręcą kółka w nowej masz...
Więcej komentarzy
Moje linki
<brak wpisów>

27.02.2021 21:53

Byle bez falstartu

o tym, że luty nagle zrobił sie gorący napisał już kolega przede mną wyjasniając przy okazji fenomen tego zjawiska. Akurat tu gdzie mieszkam to nie jest nic szczególnego, że sezon da ise zacząc juz w lutym ale przy takich temperaturach to jednak zaskoczenie. Ale chciałem jednak o czymś innym przy okazji.

Cudem też można nazwać, że przy tak nagłym ociepleniu i całkiem sporej ilości śniegu i lodu, który podlany deszczem błyskawicznie został zmieniony w wodę, udało się uniknąć poważniejszych powodzi, o co obawy jednak tu i ówdzie były. Ale tak jak ów śnieg, ku naszemu szczęściu obawy też się zmyły. Wspominam o tym nie bez powodu, bo 2 z 3 posiadanych maszyn garażuje niedaleko Dunaju i to po tej stronie, gdzie jest znacznie niższy bo ledwo 2-3 metrowy wał, który już kiedyś (pod koniec lat 90-tych) został przelany przez rzekę, która płynie ledwie 20 może 30 metrów dalej. A garaż jest niewiele wyżej niż normalna linia brzegowa więc widmo zalewanego garażu to nie było coś, co przydało spokojnych snów. Ale odeszło bez sensacji. Hurra!

No więc...Ten nagły front przyszedł do nas nieco wcześniej niż do polski. Już czwartek i piątek, kiedy byłem w pracy zapowiadał się interesująco. A w weekend uderzenie z pełną mocą. Termometr w słońcu wariował i chciał wyjść poza skalę. Grzech nie skorzystać. Moto nowe pod domem było zmuszone przezimować, bo zima zaskoczyła nas jak drogowców i potem już nie było jak dokulać go do garażu na drugim końcu miasta. A później to przestawało mieć sens. Oczywiście z perspektywy czasu i kilku dni solidnych mrozów może jednak lepiej by się stało, gdyby mimo wszystko w tym garażu stanął. Ostatecznie zimę spędził pod domem przykryty oczywiście właściwym "namiotem" na te warunki, więc generalnie miał sucho, tyle, że zimno. 

Zabijcie mnie - nie wymontowałem z niego akumulatora, bo zakładałem, że skoro jest pod ręką, to od czasu do czasu się nim pojedzie...Okazji raczej jednak nie było, bo nastała prawdziwa zima i nigdy nie było wiadomo, kiedy i ile śniegu napada w ciągu najbliższych 15 minut. Słońca nie było, wszystko mogło się zdarzyć. Skłamałbym, gdybym napisał, że nie wsiadłem w ogóle. 3 razy krótkie rundki mimo wszystko udało się zrobić ale sumując nie dały więcej niż 60km. Za zimno.

Więc to był bardzo dobry pretekst by sezon zacząć. Pogoda odpowiednia, akumulator choć nowy, to na pewno nie odmówi podładowania podczas jazdy a i błoto z opon będzie miło zrzucić. 

Odpalenie od praktycznie pierwszego obrotu rozrusznika uspokoiło nerwy o stan baterii. Kompleksowa lecz szybka kontrola, kask, rękawiczki, ciao bella - lecim! A przy okazji test szybki fotochromatycznej w kasku, która przyszła dwa dni wcześniej. Na początek delikatnie, połapać temperatury, przypomnieć sobie zasadnicze ruchy, funkcje, przetrzeć klocki i przede wszystkim złapać luz. Pierwsze kilometry to bardziej przypomnienie sobie wszystkiego, tak by nie popełnić żadnej głupoty. Wybudzić pamięć i odruchy ciała, przypomnieć sobie jak to wszystko w tym konkretnym motorku działa. Ale ogólnie jest zajebiście. Do tego fotochromatyka szybki powoduje, że w końcu nie jestem oślepiany przez całkiem silne słońce. Wprawdzie jechałem bez pinlocka i to był mały błąd, bo jak szybka była akurat zaciemniona a przy okazji zaszła lekką parą na skrzyżowaniu to przez chwilę widziałem prawie nic a dostrzeżenie np. sylwetek ludzi spacerujących chodnikiem wymagało dodatkowego skupienia uwagi. Z pinlockiem pewnie temat zniknie. No to czas wskoczyć ze słońca w ciemny las. Przejeżdżam spokojnie przez miejscowość z ograniczeniem do 30 tki, akurat cały czas jadąc pod słońce, więc szybka mogła się zaciemnić maksymalnie, potem kawałek pod górkę i już na otwartym gazie wpadałem w wężowo wijący się zjazd prowadzący przez las. Fotochromatyka jest genialna. Ani na chwilę nie poczułem by było zbyt ciemno, szybka rozjaśniła się dość szybko i ani na chwilę nie miałem żadnych problemów z widocznością czy oślepiającym słońcem. Potem znowu wioseczka z 30-tką i znów odwinięcie, słońce, droga i ja. Super! Co mi tego dnia nieco psuło zabawę to fakt, że z okazji pierwszego tak ciepłego dnia skorzystać postanowili dosłownie wszyscy i w dużej części na rowerach. Jeździli wszędzie, całymi grupkami i zwykle z dziećmi, które no cóż...Z doświadczenia wiem, że widząc coś innego niż samochód lub szkolny autobus bywają trochę nieobliczalne i nieprzewidywalne. Nie chciałem kusić losu i spokojnie wróciłem już do domu uważając na kolejnych 50-ciu lub więcej wszędobylskich familijnych rowerzystów. Ale sezon został zainaugurowany i to jak poszła mi ta przejażdżka pozwala odbierać same pozytywy. 

Bo umówmy się, często po zimowym śnie robimy w pierwszych dniach ogromne głupoty, czasem cały ich łańcuch. Jest ciepło i to nam trochę odbiera rozum. I widzę to obecnie na drogach będąc w pracy (jeżdżę ciężarówką) i zazdroszcząc tym co już sobie jeżdżą, bo akurat nic innego do roboty nie mają. I właśnie w pracy zrobiłem sobie listę tych głupot, którą teraz wymienię i fajnie by było, gdyby się okazało, że czytając to przypomnie sobie ktoś, to o czym właśnie pierwszego dnia zapomniał i... Tym razem się udało.

Zła ocena warunków I - To chyba podstawowy grzech jaki zauważyłem. To że nam jest ciepło nie znaczy, że z motocyklem jest tak samo. Mimo że było ciepło, jadąc obserwowałem cały czas wskazania na wyświetlaczu i w trakcie całej przejażdżki silnik ledwo osiągał nominalną temperaturę roboczą. Przez większość czasu jednak oscylował w okolicy 68-75st. a powinien raczej zbliżyć się i pozostać na pułapie 80st. o ile silnik sobie z tym poradzi o tyle powinno nam to dać do myślenia w kwestii ogumienia. Jeżeli silnik się nie rozgrzewa to można śmiało założyć, że opony też nie pracują w zakresie optymalnym więc...Nie mamy takiej przyczepności jak nam się może wydawać. A wszyscy albo prawie wszyscy jak widzę odwijają jakby szli na slicku po torze wyścigowym... Do tego w miejscach, gdzie są jakieś zagajniki, zacienienia itp. często droga nie jest jeszcze sucha, często można trafić na większą niż oczekiwana ilość naniesionego żwiru itp... To wszystko może nam sezon zakończyć równie szybko jak my go zaczęliśmy. Myślcie o pogodzie i temperaturach z punktu widzenia motocykla i warunków drogowych a nie z punktu widzenia, że "mi jest ciepło więc jest ok". Proszę.

Zła ocena warunków II - W niemczech widok niezwykle rzadki ale jednak się zdarza. Z racji przepisów na motocyklu ubezpieczenie działa przede wszystkim i głównie wtedy, kiedy motocyklista używa odzieży ochronnej. To nie jest tak, że niemcy lubią jeździć "na rycerza" tylko w pewnym sensie muszą. Kask, kurtka, spodnie, buty i rękawice są obowiązkowe, jeżeli liczysz na odszkodowanie gdyby coś się stało. Tobie, sprzętowi, komuś innemu, innemu pojazdowi. Nie ważne są okoliczności, ważne jest czy miałeś pełne ubranko czy nie. Coś jak zapinanie pasów w aucie. Musisz i koniec. Ale i tu są dwie grupy, które o to podejrzewam, głównie młodzież oraz obcokrajowcy oceniając warunki jako "w uj ciepło" zakładają zwykle tylko kask i jazda. Mam kilku kolegów, którzy tak jeździli, bo po prostu 20 lat temu to były drogie i prawie niedostępne dla "kowalskiego" rzeczy. Dziś cierpią reumatyzmy i wiele innych schorzeń, których by uniknęli gdyby...Używali jakiejkolwiek ochrony, która jak się okazuje, nie chroni nas tylko w razie upadku/wypadku ale też przed skutkami bezpośredniego wystawienia na wpływ warunków atmosferycznych. I choć temperatura pokazuje 20st. w słońcu to owiewające nas powietrze przy 100km/h może dość szybko załatwić nam stawy kolanowe i inne...Nie polecam sprawdzać, zapytajcie kogoś kto długo jeździł bez odpowiednich ubrań czy dobrze śpi w nocy. 

Zła ocena warunków III - Naszych własnych warunków. Oczywiście z punktu widzenia osoby, która pauzowała 15 lat to punkt bardzo ważny, bo nabieranie nawyków, przywyknięcie i przyzwyczajenie do pewnych rzeczy trwa znacznie dłużej. Ale dotyczy każdego. No poza tymi, którzy sezon mają cały rok. Cała reszta, tak jak i ja powinna pamiętać, że zima powoduje zaniki. Zanik pamięci mięśni, odruchów, prawidłowych reakcji, bo nie mamy tego jak ćwiczyć. O ile miesiąc przerwy raczej nie zrobi wielkiej różnicy o tyle zima tak długa jak ta powoduje pewien rodzaj "skostnienia" a ten powoduje, że nieświadomie jestesmy spięci nie tam gdzie trzeba i luźni nie wtedy kiedy luźni powinniśmy być. Naprawde nie warto od pierwszych kilometrów się forsować bo najprędzej skończy się to drętwieniem tej lub innej części ciała i choć jazda sama w sobie będzie przyjemna to raczej na pewno jakoś ją odchorujemy. A nie musi tak być. Osobiście odczuwam pewien rodzaj przyjemności właśnie ze spokojnych pierwszych kilometrów, kiedy niemal w pełnej symbiozie z maszyną, powoli przywracam wszystko na swoje miejsce, podczas, gdy maszyna rozkręca kulki swoich łożysk, rozgrzewa ściany cylindrów, spasowuje wszystkie zastygłe przez zimę części w sprawnie działającą machinerię gdy ja odzyskuje pewność siebie, właściwy chwyt, automatykę, sposób poruszania się, układania ciała, przyjmowanie właściwej pozycji. To naprawde jest fajne i daje na koniec takiej jazdy dużą satysfakcję gdy uświadamiacie sobie, że to przychodzi bardzo łatwo i szybko, jeżeli tylko poświecicie temu odrobinę uwagi. I nagle okaże się, że wszystko gra jak należy i wówczas ty i motocykl jesteście tą jedną machinerią, która ze sobą współdziała zamiast się zwalczać. No i na drugi dzień niczego nie odchorujecie, gwarantuję. Warto to potraktować jak rozgrzewkę przed prawdziwym maratonem. Na pewno wtedy zabiegniemy dalej i lepiej.

Dziwne plany i szybka realizacja - I nie o podróże tutaj chodzi, bo te można i szybko zaplanować i zrealizować nawet w dobie pandemii. Chodzi raczej o to, co już wymyśliliście, że zrobicie ze swoimi, często właśnie nabytymi maszynami, by w nowy sezon wkroczyć z czymś świeżym. To zwykle łańcuch pomyłek a czasem głupoty. Przykład z życia? Brat kolegi - zakupił kierownice i lusterka montowane na końcach kierownicy. To był dobry miesiąc temu ale zamontować postanowił teraz. Kiedy już zmienił kierownice i przyszło zamontować lusterka okazało się, że ich uchwyty są na zakupioną kierownice o cały rozmiar za duże. Naprawdę nie dało się tego sprawdzić przez miesiąc? :) Ok, to wasze życie, wasza kasa, wasze problemy i można uznać to za wymądrzanie się ale...Moze jednak warto sprawdzić pełny opis elementu, który chcemy kupić i upewnić się, że będzie pasował na pewno i do motocykla i do pozostałych elementów? I nie chodzi o dopasowanie kolorystyki bo to faktycznie kwestia gustu. Owszem, że można odesłać, zamówić właściwe itd. ale...To trwa prawda? Macie czas na to by tracić go na przesyłanie sobie paczek w tę i z powrotem? ja nie i unikam takich sytuacji i nie żałuję.

Gorzej jednak jest z tym co widuję tu i ówdzie na mediach społecznościowych. Zaliczyłbym to do kategorii - Janusza garażowe przeróbki. Pominę już zakładanie końcówek "marki" Atrapowicz z Aliexpress, bo poza ew. większym hałasem (hałasem nie lepszym brzmieniem, bo nie są niczym strojone) raczej mogą tylko zaszkodzić, czego dowodem niech będzie spora ilość motocykli do sprzedania z dopiskiem "uszkodzony silnik", bo zwykle takie końcówki są tego przyczyną. Bywa nawet w niemczech, że sprzedający się przyznaje, że uszkodzenie było spowodowane właśnie zamontowaniem niewłaściwej końcówki. i to mimo, że w niemczech nie da się legalnie takiej no name-owej końcówki zamontować, bo powoduje to nieważność przeglądu technicznego. Ale jest gorzej bo trafiam często też na osoby chwalące się już wyciętym katalizatorem jako "super przeróbką na nowy sezon". Serio? I naprawde tacy ludzie myślą, że gdzieś w dalekiej Japonii tłum inżynierów staje na rzęsach by nie popełnić seppuku gdyby się okazało, że po dodaniu katalizatora silnika nie da się już tak zestroić by nie stracił on swoich parametrów? Zauważmy, że choć coraz więcej motocykli spełnia normę Euro 4 i 5 to mimo zachowania tych samych jednostek napędowych nie straciły one parametrów a czasem nawet zyskały. Zapewniam, że wycięcie katalizatora spowoduje prędzej spadek tych parametrów niż polepszenie czegokolwiek. A być może spowoduje też uszkodzenie silnika lub wydatnie skróci jego żywot, bo zjawisko falowe występuje tak samo w 2 jak i 4 suwach, można więc bez szczególnego zagłębiania się w annały technikaliów dojść do wniosku, że wycinając cokolwiek z wydechu raczej szkodzimy niż robimy coś dobrze. Mało tego...W związku z występowaniem efektu falowego w wydechach zmiana samej końcówki poza brzmieniem nie zmienia niczego na lepsze jeżeli nie zrobimy kilku dodatkowych rzeczy. A są to m.in. wraz ze zmianą końcówki zmiana filtra na sportowy o zwiększonym przepływie oraz najlepiej też wpięcie Power Commandera, bo tylko wtedy zyskamy cokolwiek poza większym hałasem. CZy muszę w ogóle pisać, że wycięcie katalizatora ostatecznie może spowodować niedopuszczenie lub wręcz wycofanie (przy pierwszej kontroli) do ruchu po drogach publicznych?

Wymontowywanie db kilera - to już jest nie tylko głupota, która nie przysparza motocyklistom zwolenników ale zwyczajne proszenie się o kłopoty o ile nie prowokowanie do tego, by policja zaczęła bardziej zwracać na motocyklistów uwagę w najbardziej negatywnym znaczeniu, czyli zwyczajnie, często bezpodstawnie się czepiać. Nic ich tak do tego nie zachęci jak kilku pajaców ze zdjętym db killerem przelatujących przez centrum miasta. Naprawde markowa, odpowiednio dobrana końcówka wydechu jest w tym przypadku wystarczajaca by było nas słychać przy jednoczesnym nie stwarzaniu negatywnych reakcji większej liczby osób niż normalnie. W sumie jako motocyklista sam dostaję kur..cy jak mi pod domem 5 razy w ciagu 15 minut przelatuje jakiś bombowiec bez db killera, przez którego prawie okna wypadają z ram. Nie, to nie jest fajne - To jest wyłącznie głupie.

To chyba tyle z głównych "grzechów" jakie sam zaobserwowałem. Dlatego napisałem, że ten inauguracyjny przejazd odebrałem bardzo pozytywnie. Głównie dlatego, że przeprowadziłem go z głową na karku a nie małpim rozumem. Mimo długiej pauzy, która przez zimę w sumie tylko się przedłużyła to jednak podczas tej jazdy zauważyłem, że większość rzeczy przychodzi mi już całkiem naturalnie, że nie spinam się jak zawodnik przed walką, jestem całkiem luźny, nie trzymam się kierownicy tylko trzymam kierownicę (w ubiegłym roku złapałem się kilka razy na tym, że bywało odwrotnie, co oczywiście skutkowało odrętwieniami nadgarstków), znacznie łatwiej wyczuwam już hamulce, operuje manetką gazu i właściwie głównym elementem, który jeszcze muszę poprawić względem ubiegłego roku to redukcja z międzygazem. Choć akurat Huski ma pełny quickshifter i może dlatego nie bardzo się do tego przykładałem. Tak czy inaczej mogę bez kozery stwierdzić, że jestem w pełni usatysfakcjonowany z tego jak wyglądała pierwsza jazda po zimowej przerwie, bo śmiem zaryzykować twierdzenie, że była znacznie lepsza niż ostatnia w roku ubiegłym. To chyba jest progres. I tylko takich wrażeń Wam wszystkim życzę.

LWG


(nikt nie zauważył, że tel. miał ustawienia jakości "kalkulator"...trudno...)

Komentarze : 4
2021-03-01 18:17:53 thrillco

Gie-na-2oo - Dlatego ja postanowiłem, ze na razie nie jeżdże tam gdzie dróg nie znam. mam to szczęscie, ze w pracy i tak ogarniam codziennie inny kierunek regionu w promieniu do ok. 40km od miejsca zmaieszkania, co da sie potem łanie połaczyć w ciekawa traskę dookoła praktycznie całego...nazwijmy to powiatu. Wsyzstkie te drogi bardziej lub mniej ale znam. A jak sie wjezżę i poczuję sie juz zupełnie naturalnie podczas jazdy i złapie sie na tym, że juz nie musze niczego kontrolowac u siebie w zachowaniu, czyli jade tak jak ryba pływa w wodzie - odruchowo wybiorę sie w bardziej niznane rejony. Wydechy to ogólnie temat rzeka. Cos jak oleje. ja jednak podpieram sie wiedzą mądrzejszych ode mnie a Ci mowią zawsze, że puszka prze wszystkim dedykowana do tego konkretnego modelu, wówczas nie ma ryzyka negatywnych wpływów czy to na silnik czy tez jego parametry. Sama puszka zwykle nie ma lub ma bardzio niewielki wpływ na to jak motocykl i jego silnik sie zachowują. najwieskza zmiana to obniżenie masy i głosnosc, która tez hmmm...nie zawsze daje porżadnay efekt wiec warto czasem sprawdzić organoleptycznie jak to wychodzi. oczywiscie kiedy kupujesz juz z puszką to wyboryu wielkiego nie masz. A podnoszenie innych parametrów to jak napisałem juz wczesniej, jestm ożliwe ale wymaga głebszego siegniecia do kieszeni, bo to nie są tanie rzeczy, chociaż...Powiem, ze zastanawiam sie nad PC od Dynojet, bo to jest na tyle fajna zabawka, że potem z sieci mozesz pościągać kilka óżnych map i da sie to tak pomontować, że da sie je łatwo zmieniać w zaleznosci od tego na jaki rodzaj jazdy sie nastawiamy. A różnice naprawde sa odczuwalne po zmianach tych map. nawet na spalaniu.

2021-03-01 13:07:42 Gie-na-2oo

Ja korzystając z pogody też wyskoczyłem w sobotę trochę polatać i zabawa ta uświadomiła mi, jak dużo ten rok niejeżdżenia mi zabrał. Jeździłem ja i kolega na Versysie 650. Poprowadził mnie na fajne górki i zakręty, zabawa przednia, ale fakt jak bardzo zostawił mnie w tyle pokazał mi dwie rzeczy: po pierwsze kompletnie nie zrobiło to na mnie wrażenia, w sensie tego negatywnego, nie czułem się gorzej, czy, że powinienem mu coś udowadniać, po drugie pokazało mi braki i to jak bardzo spinam się na drogach, których nie znam. Starałem się zrelaksować, ale moje ciało co i raz sztywniało w gotowości. Jednak nic na siłę, wszystko młotkiem, w myśl zasady, że jak przyjdą umiejętności to prędkość przyjdzie sama.

Ciekawa rozkminka w temacie wydechów, ja miałem wrażenie, że zmiana samej końcówki nie ma wpływu na performance, bo wszystko i tak dzieje się na wysokości katalizatora. Kupiłem moto z wymienioną końcówką i wizualnie bardzo mi to leży- oryginalna puszka jest wg mnie paskudna. Nie jest to import z Chin, a lokalna Brytyjska firma i wyjątkowo solidna robota. Jeśli chodzi o tembr to chyba nie ma specjalnej różnicy, bo i tak cały hałas zjada katalizator, który w tym egzemplarzu waży niebagatelne 5kg. Mam nadzieję, że w kolejny weekend pogoda również dopisze, bo chcę się trochę wjeździć w te serpentyny, o których dowiedziałem się w sobotę:)

2021-02-28 12:16:38 thrillco

Thrillco lubi to bym rzekł. Nie no na myśli miałem tak jak napisałem, puszki producentów nieokreslonych, niewaidomego pochodzenia i zazwyczaj przy ofercie opisanych tak, że łasciwie pasuja do wszystkiego. Wiadomo, ze puszka dedykowana z wszelkimi certyfikatami itp. nie zrobi złej roboty a właśnie czesto zysk przede wszystkim nan iższej masie bywa bardzo odczuwalny. paramtry raczej mało kiedy sie mzieniaja, najczęsciej jest ot odczucie bardizej su niż obiektywne, powodowane czesto tym, żem oto po prostu zaczyna głosno ryczeć, wiec odbiór wrażen jst tym potegowany. To mw. tak jak jazda 100km/h polonezem i najnowszym mercem. W mercu masz wrazenie, że stoisz, w Polsdku, że zaraz odlecisz :) No i z tym faktycznym zyskiem to tak jak napisałem i jak Ci powiedzieli na hamowni - jak chcesz miec zysk nie tylko wagowy i dźwiekowy to do puszki powinien dojsc filtr i PC. bez PC to nigdy nie ma sensu i nie tylko w motocyklach, w samochodach też. mam podłubanego pod 300KM Focusa ST i kiedys zrobiłem eksperment, przywróciłem nominalna moc bo to moglem zrobic urzadeniem bluefina jednym kliknieciem. Pozostałe rzeczy zostały bez mzian, wioec wydech, dolot, IC itp...Auto jechało gorzej niż stockowy Focus 1.6 :) W moto pewnie jest jeszcze gorzej z uwagi na pojemność i strojenie jednostki. Ja w Suzuki mam Leosia SBK i drze sie wystarczajaco głośno..Czasem mam wrazenie że az za bardzo, nie widze w ogóle sensu w wyciaganiu db kilera. nie wiem jaki typ ludzi to robi ale normalni nie są. A co do nowych wydechów dedykowanych Akrapa...No jest trochę smeisznie...Do Huskiego jest taki, można od razu przy zakupie zamówić. Zmiana - 0. To ostatnio jakas plaga Akrapów. Ani lepiej nie wyglądają ani niczego tak naprawde nie zmieniają. WIec raczej szukaj innego, bo tylko kase wywalisz i nie bedziesz zadowolony. Co do doskonalenia itp...No jak napisałem, po 15 latach naprawde pierwsze kiloemntry w ubiegłym roku bywały...jakby to ujac...Bolesne. Zdrętwiały kark, odrętwiałe nadgarstki..trzeba było sobie wszystko przypominać, uczyć sie od nowa, przyzwyczajac sie i całe ciało. ja mam tez niewielkie ale jednak kłopoty z kregosłupem, które szczególnie dokuczaja właśnie przy zmianie na jakis nowy rodzaj pojazdu gdzie zajmuje zupełnie nową pozycje zak ierownica. Tak miałem po peirwszych dłuzszych jazdach ciezarówką, tak miałem tez w pierwszych dniach po jeździe na moto. Musi bolec, bo zycie boli :) Wpis bardziej kierownay jest jednak do osób młodych, które czesto ponosi fantazja i bardziej łasnie takich osób, które jak ja zaliczaja comeback po latach. Miesiac czy dwa pewnie nie robi szczególnej różnicy ale rok lub dwa na pewno. osobiscie do kwestii bezpieczeństwa przywiązuję uwage bardziej z punktu widzenia samego siebie i rodzinki na drodze. Ekspertem też nie jestem a tym bardziej nie należę do swietych. Uznałem po prostu, że warto zwrócić uwage i przypomnieć pare drobiazgów. osoby które jeżdża praktycznie nieprzerwanie od lat X, jak ty na pewno nie potrzebuja jakiegoś szczególnego czasu na oswajanie sie, po prsotu...wsiadasz, odpalasz i jedziesz... No i hmm..nie iwem jak twoje wczesniejsze ale Tenerka 700 ma kilka genialnych rozwiazan, które faktycznie pozwalaja nie przejmować sie po czym właściwie sie jedzie :D

2021-02-28 11:45:06 Jazda na kuli

Hej. Też nie lubię ryczących wydechów, ale z mojego doświadczenia było tak:
W Kawie Z1ooo założyłem ixila sx1 ful przelot puste rury przez co moto dostało niewiarygodnego pałera, schudło 9kg na wadze i chętniej zmieniało kierunek jazdy (były dwa wielkie wydechy, a została puszeczka pod silnikiem). Nic innego nie robiłem, nic nie stroiłem (oprócz 10 min na wolnych żeby sam złapał ustawienia). Zrobiłem nim 26 k i chodził wspaniale, obecnie ma go znajomy, przebieg około 50k - pracuje bez zarzutu.
W Tigerze założyłem Leo Vince Evo carbon i także nic nie stroiłem. Moc raczej nie wzrosła, choć w niskich obrotach miał jakby mocniejszy dół, no i wspaniały dźwięk (z db on, bo off się nie dało jeździć) Ale co ważne masa wydechu spadła o 3kg, przez co łatwiej się go prostowało z kosy, bo tłumik wisiał jednak wysoko. Jak sprzedawałem moto, miało 55k i pracowało perfekcyjnie.
W Bandicie 600 założyłem dominatora (znów bez strojenia) zrobiłem 15 k, sprzedałem, a potem miało go 2ch moich kumpli do przebiegu 50k - bez problemów.
Wszystkie te wydechy były dedykowane do modelu, więc przypuszczam że dedykowane jednak zachowują prawidłowe zjawiska falowe. Co innego wyprucie ori puszki, tak jak piszesz.
Z PC doświadczenia nie mam.
Ale mam z K&N - założyłem do Tigera jak już miałem Leo Vinca - i to była katastrofa, moto nie jechało. Na hamowni powiedzieli, że bez PC nie ma co tego stroić, a jedynym sposobem jest usunięcie K&N. W ogóle bekę mieli niezłą z ludzi stosujących te filtry bez głębokiego tuningu. Więc cóż, wróciłem do papierowego filtra ori i moto błyskawicznie dostroiło się samo i wróciło do pełnej mocy.
Reasumując jestem wielkim fanem sportowych układów wydechowych, ale koniecznie dedykowanych i markowych, z homologacją i naklejkami (dominatora bym drugi raz nie kupił) Wszystkie moje sprzęty przechodziły badania techniczne bez problemowo.
Co do Tenery, to też prawdopodobnie zmienię, chociaż obecny dźwięk bardzo mi się podoba. Wybiorę prawdopodobnie czarnego Akrapovica, bo nigdy nie miałem, dlatego też że podobno jest najcichszy, zmienia tylko lekko barwę dźwięku. No a poza tym wygląda kozacko i co bardzo ważne, waży ponad 3kg mniej niż ori
U mnie we wpisie zapomniałem napisać o wrażeniach z powrotu na moto po paru miesiącach. Pewnie to kwestia doświadczenia, bo mam zupełnie inne wrażenie niż Ty i Gie-na-2oo - po przerwie zimowej jeździ mi się tak samo jakbym dzień wcześniej jeździł. Żadnego przypominania, doskonalenia z powrotem pamięci mięśniowej, nic. Brak wrażenia przerwy. Nie odnotowałem także gorszego zachowania puszkarzy, nikt mi nie zajeżdżał (może dlatego że mam biały motor, biały kask i siedzę b wysoko) Ale nie jeździłem też szybko. Syf na drogach też mi nie przeszkadzał. Może jest po prostu tak, że jak się dłużej jeździ to po prostu staje się przyzwyczajonym do najróżniejszych warunków, a może się po prostu na tym nie konecntruje, popada się w rutynę. Dodam tylko, że sam pisałem kiedyś artykuły o bezpieczeństwie na motocyklu, wypadkach i takich tam, a teraz takie zagadnienia mało mnie interesują, jakoś tak naturalnie coraz mniej im poświęcam uwagi. Ale tego czego jestem absolutnie to ogromny wpływ tzw pasywnego bezpieczeństwa, czyli jasne ciuchy i prawidłowe pozycjonowanie siebie na jezdni względem innych pojazdów.
Lewa!

  • Dodaj komentarz