Najnowsze komentarze
@ Gie-na-2oo tak juz od dłuższego ...
Chyba masz czytelnika z bolem tylk...
@Okularbebe - Dzięki. Się kreca na...
Gratulacje, niech daje dużo radości.
Niech się kręcą kółka w nowej masz...
Więcej komentarzy
Moje linki
<brak wpisów>

02.05.2021 23:46

Poszukiwania - Finał

Wstał kolejny dzień, wstałem i ja. Pozbawiony pewnych wątpliwości, w których rozwianiu pomógł mi syn. Jak?

Przypomniał mi, że skoro GSR i GSX-S są jednak tylko podobne ale bardzo różne, to może tak samo jest z małym i dużym Shiverem. Shiver 900 jest przecież znacznie nowszy, więc może zmian jest więcej niż tylko silnik czy wyświetlacz? Tak warto to rozważyć. Znalazłem Shivera 900 w salonie sprzedaży Triumpha. W tym dniu powinienem udawać się na organizowany przy współudziale scigacz.pl i Triumpha - Karkonosze Ride Tour, który miał kończyć się jazdami testowymi wszystkimi dostępnymi modelami Triumpha. Nie pojechałem bo koronawirus, kwarantanny itp. Nie mogłem.

Jak więc nie wykorzystać tak cudownego zbiegu okoliczności. Zadzwoniłem i zaklepałem sobie Shivera i Triumpha Trident 660 na jazdy próbne. I 2h później w drogę.

Znowu 150 km do celu. Po drodze mogliśmy zacząć nagrywać kolejną część “Szybkich i wściekłych” bo moja nieco już starawa nawigacja pokazała na środku sporego mostu, że mamy skręcić w lewo… Mieliśmy do wyboru...Skok z mostu po przebiciu barierek albo jazda dalej mostem...Stwierdziłem, że nie będę robił konkurencji Vinowi Dieslowi, bo przyjedzie i mi wp...li podsumowując “If You say so…”

Dojechaliśmy, przywitaliśmy się, młody pracownik wytoczył nam Shivera 900 i poszedł przygotować rejestrację do jazdy próbnej oraz kilka formalności. My zostaliśmy sam na sam. 

Festiwal zaskoczeń zaczął się od tego, że duży Shiver jest mniejszy od małego. Znaczy nie jest mniejszy ale jest niższy a po zajęciu miejsca na nim staje się bardziej zwarty i kompaktowy. Nie tak ekstremalnie kompaktowy jak GSX-S ale znacznie przyjemniejszy w odbiorze od Shivera 750. Rozłożenie masy też jakby uległo zmianie. Choć kilka kilo cięższy (zatankowany 213 kg) i z tak samo prowadzonym wydechem pod siedzeniem z dosłownie taką samą ogromną puchą pod nim, to jednak gdzieś ten środek ciężkości tak wysoko w 750 tu zniknął. Duży Shiver jest przyjemnie zbalansowany i nie nastręcza żadnych trudności w powolnym manewrowaniu i utrzymaniu go w niewielkim przechyle, co nawet sprawdziłem ryzykując upadek, o czym później. 

Przekręcamy kluczyk i tu oczywiście zaczyna się show współczesnej technologii cyfrowej, bo duży Shiver ma po prostu sporych rozmiarów telewizor zamiast zegarów. Najpierw napis Aprilia, potem animacja nazwy modelu, coś tam sie jeszcze zadziało i pach - kolorowe cyferki, literki i masa bardzo czytelnych danych odnajdywanych i rozumianych intuicyjnie.

No to zaczynamy zabawę w stylu pokolenia X-Boxa. Ustawiam mapę na Tour, trakcje na 3, ABS włączony. Kasujemy tripy i inne rzeczy zupełnie przypadkiem (pracownik przycisnął guziczek do obsługi menu, który w tej pozycji ma funkcje kasowania danych) choć to niczego nie zmieniało. Co lepsze, o tym jak zmieniać mapy wiedziałem ja, chłopak z salonu nie miał najmniejszego pojęcia. Wybaczamy bo w Triumphie pewnie odbywa się to inaczej. W Aprili w sposób prosty, po uruchomieniu silnika wciskamy ten sam przycisk, którym startujemy silnik  i kolejnymi kliknięciami przeskakujemy mapy. Także podczas jazdy, byle nie za szybkiej, najlepiej przy zamkniętej manetce gazu ale niekoniecznie.

Naturalnie wcześniej odpaliliśmy (inaczej nie zmieniłbym map zapłonu) co spowodowało wydobycie się o wiele cudowniejszego dźwięku niż wydobywał z siebie Shiver 750 czy wydobywa moja SV650. Dźwięk ten jest bardzo blisko tego co wypluwa SV-ka za pomocą akcesoryjnego, sportowego tłumika ale tu ten seryjny nie jest tak natarczywie basowy. Jest bas ale nie atakuje bębenków młotem tylko przyjemnie postukuje poklepując po plecach i klacie. Odkryłem też funkcje tych dziwnych kapsli na końcu tłumików. One powodują, że nikt nie dostanie prosto w nos wypluwanymi w regularnych odstępach spalinami, które są rozbijane przez te kapsle właśnie. Prawdopodobnie robią one coś jeszcze ale o tym za chwilkę.

Odjeżdżam.

Pozycja nie tak wysoka jak na małym Shiverze, nie tak niska jak na Suzuki. Jest fajnie. Kierownica w neutralnym położeniu, wszystko pod kontrolą. Pozycja nie tylko lepsza, naturalna ale do tego od pierwszego metra można się zabetonować w motocyklu dzięki idealnie wyprofilowanemu zbiornikowi oraz siedzeniu i w ten sposób stać się jedną całością z maszyną. Jest dobrze.

Ledwo 50 metrów od salonu jest pierwszy naprawde ostry zakręt prowadzony po sporym wzniesieniu. Świetne miejsce by od razu załapać, czy dany motocykl na pewno jest dla mnie ok. Bo gdyby już tutaj pojawiły się pierwsze kłopoty czy to z balansem, stabilnością czy trzymaniem lub obraniem kierunku to wiadomo, że dalej może być gorzej. Bo tu jedziemy na kompletnie zimnych oponach.

Nic się nie dzieje. Przejeżdżam zakręt jakbym jechał swoim motocyklem i był tu już tysięczny raz. Całkowicie naturalnie, neutralnie, przyjemnie, bez sensacji, stabilnie i dokładnie tak jak tego chcę.

Dalej kolejne zakręty, skrzyżowania, prawie serpentynka (swoją drogą świetnie umiejscowiony punkt sprzedaży, bo trudno o lepsze drogi w tak bliskim sąsiedztwie, by sprawdzać sobie motocykle) i to wszystko na mapie Tour, czyli do normalnej jazdy. Żadnych braków w elastycznosci, żadnych sensacji, spore rezerwy, zawieszenie wzorcowo wybiera i tańczy tak jak rider mu zagra. Próba mapy Rain. Wszystko się nieco uspokaja ale motocykl nie traci szczególnie wigoru, po prostu na pewne rzeczy trzeba poczekać ułamek sekundy dłużej. Czas na kontrolę rozłożenia mas. Zawracam i w połowie zawracania z premedytacją dohamowuje przednim hamulcem, co oczywiście powoduje chęć położenia się motocykla. W tym miejscu pauza. Tak jak to w tym momencie zrobiłem na pewno skończyłoby się zglebieniem na Shiver 750, bardzo możliwe, że też na Sv650 musiałbym się położyć a przynajmniej położyć motocykl. Co się stało na Shiver 900?

Motocykl skłonił się do środka zakrętu na tyle, że poczułem już jego masę, która ruszyła ku ziemi, by za chwilę przytłoczyć mnie całym swoim ciężarem. Pusiciłem klamke, wystawiłem nogę asekuracyjnie ale...Motocykl i tak intuicyjnie wrócił do pionu kontynuując zawracanie tyle że przy prędkości 4 km/h zamiast 10 km/h jakie miałem na początku manewru. Wiem, że ryzykowałem w tym momencie upadek i być może potrzebę pokrycia uszkodzeń (moto wyposażone w oryginalne klamki V-trec, tanio by nie było) ale kompletnie nie spodziewałem się, że jest on tak doskonale wyważony, że właściwie nie było się czego obawiać. Tak, potem byłem tak głupi, że powtórzyłem test, by potwierdzić, że to nie przypadek. I to nie był przypadek. Puszczam hamulec, motocykl toczy się tempem pieszego i sam wstaje do pionu na skręconej do zawracania kierownicy...Słucha tego, co chcesz zrobić i to wykonuje. Jakby nie był z włoch tylko japonii!!

I właściwe tu wszystko takie jest. Motocykl w przeciwieństwie do mniejszej i starszej 750-tki ma określony charakter, maszyny do dawania przyjemności z jazdy ale działający jak maszyna rodem z japonii. Tu wszystko działa i dzieje się tak jak ty chcesz. Jak tego oczekujesz po dobrze zbudowanym motocyklu.

Ale przejdźmy do trybu sport.

W wielu nowoczesnych motocyklach ten tryb oznacza, że motocykl reaguje ostrzej, osiąga łatwiej pełną moc, wspina się szybciej po obrotach. Tu też ale nie tylko.

Nie wiem czy to coś w silniku czy samym wydechu ale motocykl zaczyna też nieco inaczej pracować mechanicznie w ogóle. Reakcje na ruchy manetką stają się bardzo podobne jak w SV650 ale bardziej kontrolowane. Niemniej równie brutalne, surowe. Do tego wydech zaczyna głośniej i nieco bardziej sportowo warczeć. A najlepsze przychodzi gdy musimy hamować przed jakąś miejscowością. Zamykamy gaz albo robimy redukcję z międzygazem i motocykl zaczyna gadać. Wydech strzela, prycha, warczy, znowu strzela...Tam z tyłu dzieją się jakieś niesamowite rzeczy przy każdym zamknięciu gazu i przy każdej redukcji. Shiver staje się totalnie rozgadany ale w sposób lekko szalony. Przypomina wariata, który jak najbardziej jest chętny do wariowania i po każdym odcinku wariactwa coś tam sobie komentuje z zadowoleniem. Trachoe jak Beavis and Buthead po udanym kawale..Hhhhheee...hhyy hhyy,,je, je...fuck… Coś w tym guście z odrobiną chrypki. Ryłem z tego pod kaskiem chyba tak głośno, że słychać było na zewnątrz mimo gadającego wydechu. I podejrzewam, że przy odpowiednich obrotach motorek byłby w stanie wygenerować ogień z rury. Po to są te śmieszne kapsle, żeby puszkers jadący za nami nie dostał nagle zawału sądząc, że chcemy mu spalić twarz, bo mniej wiecej na tej wysokości wydech sie znajduje, celując prosto w lica tych co za nami stoją w aucie. Zabawne.

Na koniec słowo o hamulcach. Jedni mówią, że one udają Brembo ale nimi nie są bo mają napis Aprilia. Inni, że Aprilia po prostu bierze hamulce od Brembo ale umieszcza na nim swoje napisy bo może, na zasadzie jakieś tam umowy o współpracy, joint venture czy coś. Nie do końca wiem jak jest. Ale widywałem już Shivery, RSV czy Tuono z zaciskami Brembo więc przychylam się ku wariantowi numer dwa. Tym bardziej dziś wiedząc już jak owe hamulce działają. 

GSX-S ma w końcu dobre hamulce, jakie dobry japończyk mieć powinien. Nie umywają się one jednak do tego jakie ma Shiver 900. W Aprili każde dodatkowe milimetry ściskania klamki hamulca robią różnice. I to tak wyczuwalną, że bardziej precyzyjnie działa już chyba tylko hamulec w motocyklu klasy Superbike. Nie wiem ile w tym zasługi samych klamek od V-trec ale nie wydaje mi się by klamki zmieniały wiele w samym działaniu hamulca. Co najwyżej w jego wyczuciu. GSX-S hamuje fajnie. Nie zerojedynkowo ale zwykle albo lekko albo juz dość ostro. Shiver hamuje na tyle, na ile tego właśnie potrzebujesz lub sobie życzysz. Dlatego bardziej jestem w stanie zgodzić się, że są to hamulce od Brembo ale opatrzone logotypem Aprili, bo ten w Huskim działa w bardzo zbliżony sposób, choć nie aż tak precyzyjnie, być może za sprawą pojedynczej tarczy.

Naturalnie tylny hamulec też jest bardzo dobrze dozowalny, z bardzo wyraźnym progiem zadziałania i bardzo łatwo stabilizuje maszynę, gdy przydarzy nam się zrobić coś głupiego. Dlatego wracając do salonu, przekładałem Shivera z ucha na ucho jak głupi, zmuszałem go do zrobienia czegoś co by mi się mogło nie spodobać. Nie zachęcał do tego jak GSX-S ale też nie protestował. No i co najważniejsze, ciągle jakby mi pokazywał i chciał powiedzieć “kolego, w bierki grasz, czy zaczniemy prawdziwą zabawę”. Rezerwy, rezerwy, rezerwy. Nawet w trybie Rain nie odważyłem się dojść do odcięcia bo ciągnie to jak lokomotywa, na trzecim biegu łamie już wszelkie dopuszczone przepisami prędkości i to na tyle, by stracić prawko. Dla wyjaśnienia, w Niemczech jest maks. 8 pkt. karnych, za przekroczenie o 10 km/h 1pkt, przy moim stanie równym 0, na ograniczeniu do 50 wystarczy trzeci bieg bym zebrał komplet bez odwijania do końca. W trybie Rain. 

Najwyraźniej modernizacje też objęły izolację wydechu, bo tu nie ma już seryjnego i nie wyłączalnego ogrzewania siedzenia. Temperatura siedzenia przez całą jazdę jest niezmienna, a w dniu jazdy było słonecznie i ciepło, więc nadmiar temperatury pod tyłkiem poczułbym natychmiast. Zamiast tego jest niejako dopieszczona aerodynamika, która nie powoduje napierania mas powietrza przy szybszej jeździe i mimo braku szybki tempo 120-130 nie oznacza jakiejś wytężonej walki z wiatrem. Cud!

Do salonu wróciłem na trybie sport, nonszalancko strzelając i chrypiąc wydechem przy szybkich redukcjach z 4 do 1 biegu. Przed salonem stał jakiś właściciel Triumpha Thruxtona i zdawał się być z miejsca tym zauroczony. Jego małżonka też. I love this game!

Czas na Tridenta.

Krótko na koniec. Miałem pojeździć nim na Karkonosze Ride Tour, wynagordziłem sobie to teraz.

Przy Shiverze to jest jak zabawka. Prawie rowerek. Zwróćcie jednak uwagę na wykonanie pewnych detali jak monolityczny set podnóżek dla kierującego. Majstersztyk.

Zajmuję miejsce. Nadal rowerek. Idealny dla pań to na pewno. Niski, krótki z przodu i z tyłu. Leciutenki, prawie zabawkowy. Odpalamy. Na postoju o dziwo bardziej brzmi jak rzędowa czwórka. Tylko do rozpoczęcia jazdy. Mimo seryjnego wydechu dźwięk jest fajny, rasowy, zadziorny.

Kolejne biegi, Trident wyrywa ochoczo do przodu na każdym z nich ale… Jest w kwestii elastyczności lepszy nawet od GSX-S. Tu można w ogóle zapomnieć o zmianach biegów, bo na 6-tym da się przejechać miasto, potem wystarczy odkręcić manetkę i już po chwili jest 100-ka.

Przerzucanie go z winkla w winkiel jest dziecinnie łatwe. Nie zachęca do zasuwania jak GSX-S ale też nie protestuje a fajny ryk rzędowej trójki zachęca do odkręcania gazu na każdym biegu. Samą dynamiką zaskakuje na niższych biegach potrafiąc wyprostować ręce w łokciach ale szał mija po wejściu na wyższe biegi. Prędkość na 6-ce przy 7tys. obrotów to ok. 130 km/h. Huski przy niewiele większym, za to jednym cylindrze leci w tym momencie blisko 170km/h. Trudno więc oczekiwać, że wyżej jest jakieś szczególne wariactwo, bo jak w każdym R3, tu nie będzie nagłego skoku, przyrost mocy i momentu jest liniowy i od samego dołu ale w końcu rosnąć przestanie i już więcej z niego nie wyciśniemy. Może dlatego tak trudno znaleźć w danych informacje o osiąganej prędkości maksymalnej. Obstawiam 205km/h na które trzeba jednak długiej prostej.

Hamowanie jest całkiem w porządku ale praca klamki przypomina bardziej tę z SV650 niż motocykla rocznik 2021. Klamka jest miękka, trochę brak jej precyzji, hamulec dozowany z raczej średnim wyczuciem i taką też precyzją. Za to jak najbardziej wydajny i wystarczający do tego malucha. Dziwi jednak masa, która zbliżona jest do wagi SV-ki, choć Triumph ma zdecydowanie więcej plastiku i jest po prostu znacznie mniejszy. Skąd zatem te kilogramy? Nie wiem ale ważne, że w ogóle ich nie czuć ani na postoju ani przy powolnym manewrowaniu a już tym bardziej w trakcie normalnej jazdy czy przekładaniu motocykla z zakrętu w zakręt. Jednak wyczuwa się dziwną tendencję do stawiania oporu, gdy chce się poslalomować przy prędkości wyższej niż 30-40km/h. Przód ewidentnie woli wówczas jechać na wprost i chętniej wraca do pionu niż daje się pochylać przemiennie z prawa do lewa i odwrotnie. Dziwne.

Zjeżdżam do salonu. Triumph jest fajny ale to zdecydowanie nie moja bajka i już nigdy nie wrócę do niego myślami, jako ewentualnym kandydacie do zakupu. Zbyt filigranowy, świetny do miasta i okolic, na dalszy wypad nadaje się tylko dla desperatów. Ja nim nie jestem.

Miałem jeszcze tego dnia pojechać i objeździć KTM Duke 790 ale przyszedł czas na podsumowanie. Tak. W tej czwórce jest motocykl, który kupiłem i który zostanie ze mną tak długo jak to będzie tylko możliwe. Bo nie umiem w nim znaleźć żadnych wad. Dosłownie żadnych. W domyśle więc zostanie ze mną na bardzo długo. W teście najbardziej niezależnego kanału na youtube, czyli Motosapiens chłopaki znaleźli dwie rzeczy, do których mogli się przyczepić ale u mnie jedna z nich nie występuje, a druga nie sprawia mi problemu. Dlatego w tabelce wady mam wynik  - 0

W tabelce zalety lista jest nieskończenie długa, dlatego nie będę tu nic wymieniał bo to nie ma sensu.

I tak drodzy czytelnicy czasem jest, szczególnie z siostrami, że musisz poznać obie, spędzić z nimi osobno trochę czasu, by wiedzieć, z którą chciałbyś zostać. W tym przypadku mamy do czynienia z siostrą starszą o kilka lat i młodszą za to niejako większą.

Bo wybór padł na Aprilie Shiver 900. 

Mniejsza ale starsza siostra, czyli 750 okazała się sporym rozczarowaniem. Gdyby porównać je do kobiet, to mamy tu do czynienia z bardzo nieokresloną kurą domową, która może i świetnie gotuje i utrzymuje dom w nienagannej czystości i porządku ale nie ma nic, co po jakimś czasie podgrzewałoby ogień tej pierwszej miłości. Jestem z tych, którzy unikają takiego typu ludzi w ogóle, bo oni sa fajni do pogadania przez 10 minut i nudni po godzinie.

Młodsza Shiver 900, choć większa to jest właśnie ta siostra, która mi jak najbardziej pasuje. Niby tak samo poukładana, kiedy trzeba grzeczna i potrafiąca się zachować ale poza tym jest lekko pieprznięta i skora do wariactw, a kiedy trzeba lub ją poprosisz pokaże ci takie rzeczy, których starsza nie umie i nigdy się nie nauczy. Kryptowariatka, która udaje normalną bo tego oczekuje otoczenie a jak nikt nie widzi to biega nago po domu przy odpalonej na maksa muzie AC/DC czy The Prodigy. I drze się zachrypłym głosem “I’m the Firestarter!”. Ale spokojnie, Highway to hell jest dla niej tylko piosenką a nie mottem życiowym. To jest to czego chcę, oczekuję i po prostu lubię. Nie tylko w motocyklu ale w ogóle. Dlatego mam taką żonę (nie wiem czy biega po domu nago jak nikogo nie ma i wolę nie wiedzieć), taki samochód a teraz też taki motocykl. Amen.


 

Komentarze : 5
2021-05-06 18:01:34 thrillco

@Okularbebe - Dzięki. Się kreca na razie całkiem fajnie. Wydech strzela. I tak, V2 to V2 odpycha sie az miło, na tryb Sport odwazyłem sie dotąd tylko 2 razy :)
Technologia Apki...Tak, jest zaawansowana i miejscami typowo włoska, nadal dla mnie ciut niezrozumiała ale bajery i wodotryski faktycznie są np: automatyczne przełaczenie sie licznika kilometrów w momencie wejscia w rezerwę paliwa, który pokazuje ile przejechałeś na rezerwie i kilka innych. jest aplikacja tez ale no właśnie...na razie nie udało mi sie połaczyć telefonu z komputrem Apki wiec jeszcze nie iwem jakie to fajne.
Jakość...To jest Aprilia, made in italy. To co musi działać to diząła, co ma być to jest i to solidne ale są tez takie smieszne rzeczy jak krzywo przyklejona naklejka czy nie do konca spasowana nakładka plastikowa na zbiorniku, tam gdzie stacyjka, także..Typowa włoszka :) Ale własnie...GSR na zdjeciu...Wiem, że pstrokacizna to kwestia gustu jednak tego na fotce nie widac ale własciciel w tym motocykjlu wszystko co jest złe w GSR zmienił na lepsze. Dlatego jest tam od groma częsci z karbonu, kóre wyparły takze nienajlepiej spasowane elementy plastikowe orginalne od Suzuki. Wiadomo, że w GSR czy GSX-S nie ma sie co rozwodzic nad silnikiem i skrzynia - to jest japonia, to musi i bedzie działać i to nawet, jak niekoniecznie sie o to dba jak o sztabkę złota. Czy GSR jest prosto zbudowany...pewnie tak, podobnie jak GSX-S ale z rozmów z posiadaczami wychodzi, że poza silnikiem nie ma w nim własnie tej japońskiej solidnosci. NIektóre materiały są po prostu słabej jakosci, źle wykonane i tanie. To motocykl z jednego z gorszych okresów Suzuki pod wzgledem jakosci właśnie. GSX-S ma zmyć tą plamę i mu sie to udaje.
Apce niczego nie brakuje plus jak dlam nie ma to coś, co do mnie bardizej przemawia. Wiesz (wiecie) jak to jest, że czekajac na fajrant i widząc ładna pogode aż sie przebiera nogami w miejscu, żeby szybko wskoczyc w ubranko i na koń! Tak mam z Apka...Bardizej niz miałem z Huskim podczas docierania. Chyba cos trzeba napisac o ostanitch jazdach..póki pogoda pod psem.
@Jazda na kuli - Dzięki. Daje oj daje :)

2021-05-06 06:21:13 Jazda na kuli

Gratulacje, niech daje dużo radości.

2021-05-05 21:35:31 okularbebe

Niech się kręcą kółka w nowej maszynie. Na pewno jest lekko na przednim kółku podczas jazdy bo v2, jest mocne odepchnięcie bo v2 i zaawansowana technologia bo Aprilia, czyli wszystko co potrzeba.

W sumie Suzuki gsr na zdjęciu nie wyglądało atrakcyjnie z tymi naklejkami. Poza tym ten przedział wiekowy tych motocykli jeszcze nie uwidoczni najsilniejszych stron Suzuki.

Czyli że prosto zaprojektowany, ale zbudowany wyjątkowo solidnie.

Aprilia w tym modelu okazuje się że też.

Opiłeś dobrze?

2021-05-05 15:42:15 thrillco

GSX-S jest taki jak napisałem, niebezpiecznie łatwy. Też sie jaram jak mam okazje pjechac innym moto ,ale szybko chłodze głowę, szczególnie jeśli chodzi o to co kupie i ma mi na kilka sezonów stykac. Tego nie zrobiłem w przypadku SVki i mam za swoje. GSX-S jest super ale mam tez takie obawy, że taki motocykl może sie albo szybko znudzić, bo za łatwo na nim wszystko przychodzi albo zwyczajnie mozna sobie niemal z premedytacją zrobić na nim krzywdę. Teraz pojeździłem juz troche Shiverem nawet z "plecakiem" i jest po prostu mega fajny. Jeżeli GSX-S jest niedoceniany to Shiver jest niesłusznie niezauważany. jest...jakby to ująć...Motocyklem znacznie bardziej dojżałym od GSX-S i zdecydowanie bardziej uniwersalnym. mam go 3 dzien i opona już niecałe 1,5cm do zamknięcia a pierwszy raz jeżdże na walcu 180mm. I podobno te opony co mam (pierwszy montaż) to nie jest najlepsza guma w tym motocyklu (jakis Dunlop o nazwie tak długiej ze nie pamietam :) )... Ale owszem, trzeba sie przejechac kilkoma by zrozumieć. jakbym sie tylko jarał to bym brał GSX-S albo co gorsza, nowego Tridenta, który też jest super. Ale dla mnie zbyt zabawkowy i mało uniwersalny. Za to jak wiele innych Triumphów, łączy ciekawie nowoczesnosć z klasyką. W tym przypadku kladsyka polega głownie na pozycji i operowaniu całym motocyklem. Przypominaja sie czasy pierwszych jazd na WSK- ach :D Fajny ale nie do konca moja bajka. To samo z GSX-S. (Wyjdzie ksiażka) ale Ty masz obecnie jakiegoś sporta, raczej jeździsz solo i lubisz dreszczyk adrenaliny dostarczany nieprzerwanie wówczas GSR lub GSX-S sa dla ciebie. Tyle, że pozycja wygodniejsza chyba.
Co mi najbardziej odpowiada w Shiverze? O ile Trident przywołuje wspomnienia z początków jazd na naprawde starych i klasycznie budowanych motorkach o tyle Aprilia bardzo zbliżyła mnie wspomnieniami do mojego pierwszego powaznego moto jakim był GS500E. Mam zbliżone odczucia i wrazenia i nie chodzi oczywiscie o moc, prędkości czy przyspieszenia bo to inna liga, ale na Shiverze po prostu czuję się bardzo "na swoim miesjcu", wszystko mi pasuje, wszystko robi tak jak chce do tego jazda miedzy 80 a 120km/h nie wzbudza wielkich sensacji i można sie po prostu cieszyc samą jazdą bez obaw o cokolwiek (przyczepnosc, witr, warunki drogowe, ostrośc azkrętów itp). najlepiej niech świadczy o tym to, że pojechałem wczoraj na jeden z najostrzejszych zakrętów w okolicy. Droga tam prowadzi w dół po prawym długim łuku, po kórym spokojnie leci sie 100ką i potem po dosłownie 10-15m przechodzi w ostry zakret niemal 90st. do którego trzeba zbic na 3-kę i albo srogo wyhamowac albo grubo sie położyć. Svką nie przejachałem go nigdy szybciej niż 45km/h. Huskim troche przbijałem 50km/h...Wczoraj, posiadajac 2 dzień Shivera i majac w kołach na nim ok 230km, wjechałem w ten winkiel nawet nie patrżac na prędkosć, jak stwierdizłem ,ze jest spoko wsrodku zakretu to zerknałem katem oka na speed - 70km/h...Wariactwo! Ale całkowicie pod kontrolą.

2021-05-05 09:22:22 Gie-na-2oo

Tak czułem, że padnie na Shivera. Czytałem i oglądałem trochę o nim, między innymi właśnie Motosapiens i wydaje się to być naprawdę fajne moto. Moje gratulacje, oby był pan zadowolony. Ja koniecznie muszę się przejechać GSXem, bo też zbiera świetne opinie i chciałbym sprawdzić ile w tym prawdy. Chociaż jako świeży rajder dalej jestem na tym etapie, że jazda każdym moto strasznie mnie jara;)

  • Dodaj komentarz